wtorek, 23 października 2012

Moje rady na: pisanie pracy dyplomowej, obona pracy dyplomowej

Źródło: KLIK
Ostatnimi czasy zauważyłam, że wiele z Was w niedługim czasie będzie się bronić, bądź zaczynać pisać pracę dyplomową. Tak się składa, że ja broniłam się prawie miesiąc temu- 27 września. Postanowiłam więc podzielić się z Wami kilkoma sposobami i moimi spostrzeżeniami, które mogą Wam pomóc przy pisaniu pracy i obronie.









  Rady dotyczące pisania pracy dyplomowej:

1) Pomyślcie wcześniej nad tematem pracy. Jeśli nie na wszystkich uczelniach, to na większości, jest możliwość zgłoszenia swojego tematu. Dlaczego to jest świetna opcja? Ponieważ macie możliwość pisać o czymś, co Was interesuje. Nawet jeśli jesteście na danym kierunku przez przypadek/bo rodzice tak chcieli/bo nie dostaliście się na inny kierunek, to na pewno macie jakiś temat, który Was interesuje a związany jest z kierunkiem, który studiujecie.

2) Zróbcie tzw. wywiad środowiskowy i popytajcie się starszych kolegów o promotorów. Wiadomo, że jeśli na roku może być nawet powyżej 200 osób i każda musi mieć temat pracy dyplomowej, to jest i wielu promotorów. Wielu z nich można w ogóle nie znać. Nie oznacza to, że trzeba się tych osób, których się nie zna, bać i unikać ich jak ognia. Poza tym często okazuje się, że asystent/profesor z którym się miało zajęcia i był świetny, nie nadaje się na opiekuna pracy dyplomowej. Nie warto się więc kierować tym kryterium...

3) ... powiem więcej- wg mnie warto wybrać najbardziej zasadniczą  i wymagającą osobę, która jednocześnie nie przeraża nas niemal na śmierć. Wiem, że niektórzy mogą się popukać w głowę, jednak uwierzcie mi na słowo- większość studentów pracuje lepiej, gdy wiszą nad nimi konkretne terminy. Jeżeli Wasz opiekun będzie Wam stawiał konkretne zadania i konkretne terminy, dużo łatwiej będzie się Wam zmobilizować do pracy, niż przy osobie, która jest lajtowa, albo co gorsza powie Wam, że macie do niej przyjść z gotową pracą.

4) No właśnie. A co, jeśli trafimy właśnie na taką osobę- promotora, który Was olewa i w ogóle nie pomaga Wam pisać pracy, chociaż to jego zadanie? Przede wszystkim radzę samemu narzucić sobie terminy. Nie ma nic gorszego, niż obijanie się, a potem strach, czy się zdąży na czas ze wszystkim. Poza tym, jeśli jesteście w sytuacji, że Wasz promotor powiedział Wam, żebyście się zgłosili do niego, gdy już napiszecie całość, jest duże prawdopodobieństwo, że dużo tekstu będziecie musieli zmienić. Słyszałam historie (zaznaczam, to są historie zasłyszane, nie znam takich osób osobiście), że ktoś napisał swoją pracę, a opiekun, który w ogóle się tym nie interesował, stwierdził, że ta praca mu się nie podoba, że nie tak to powinien napisać i kazał pisać wszystko od nowa.  Warto jest więc ustalić sobie takie terminy, żeby w razie co wyrobić się w czasie.

5) Nie bójcie się angielskich artykułów. Nie wiem z czego korzysta się, przy pisaniu pracy na kierunku humanistycznym, jednak ja, będąc na uczelni medycznej, korzystałam niemal całkowicie z naukowych artykułów po angielsku. Fakt, na początku może to być przerażające, bądź co bądź jest to język obcy. Jednak po pewnym czasie człowiek przestaje bać się tego języka, zna już fachową terminologię. Dlaczego korzystanie z angielskich tekstów źródłowych jest DUŻYM plusem? Ano dlatego, że wtedy jest małe prawdopodobieństwo, żeby system antyplagiatowy, który stosują niektóre uczelnie (a przynajmniej ponoć stosują, jak jest w rzeczywistości, to cholera go wie), wykażą plagiat. Przy korzystaniu z angielskich tekstów właściwie możecie przetłumaczyć na język polski cały artykuł, a żaden program nie powinien tego wyłapać, gdyż małe prawdopodobieństwo, że ktoś inny przetłumaczy to tak samo, jak Wy. Poza tym nie czarujmy się- polskich tekstów, które mogą się przydać w pisaniu pracy, jest jak na lekarstwo.

6) Czytajcie DOKŁADNIE wytyczne Waszej uczelni, dotyczące technicznej strony Waszej pracy. Na pewno gdzieś na stronie uczelni znajdziecie, jak powinna wyglądać pierwsza strona, jaką czcionką wszystko powinno być napisane, ile egzemplarzy musicie wydrukować i w jaki sposób je oprawić. Chcę też zwrócić uwagę, że zbindowanie, to nie jest to samo, co "kartki trwale złączone ze sobą (zgrzane) i zabezpieczone   okładkami ochronnymi". Ja o tym nie wiedziałam ;)

7) Hmmm, to chyba powinno być w punkcie pierwszym- pracę piszcie sami ;) Nie no, nie posądzam oczywiście nikogo o kupowanie pracy, ale wolałam o tym napisać. Owszem, czasu trzeba na to poświęcić dużo, jednak człowiek przynajmniej wie, co pisze, umieszcza to, co chce umieścić. Poza tym pisząc pracę niemal mimowolnie się uczymy. Serio- same będziecie zdziwione ile umiecie na dany temat powiedzieć, nawet jeśli jeszcze się nie uczyliście:)

Rady dotyczące obrony (i czasu "okołoobronowego"):

1) Przynajmniej miesiąc przed, zacznijcie brać lecytynę. Dobra, przyznam, że nie czytałam nic na temat, czy suplementacja lecytyną rzeczywiście pomaga (btw. to bardzo dobry temat na notkę, zrobię rozeznanie ;), ja jednak zauważyłam, że mi przyjmowanie lecytyny pomaga. Wiadomości wchodzą niemal mimowolnie .

2) Kiedy uczycie się do obrony, wtedy się uczycie, ale gdy robicie sobie przerwę lub idziecie spać, nie myślcie o tym. Postarajcie się wtedy całkowicie wyprzeć myśli na ten temat. Mi pomagało wymyślanie sobie różnych historyjek w głowie. Dobra, wiem, że to zakrawa o chorobę psychiczną, ale cóż z tego. Pomaga. A przynajmniej mnie pomagało ;P

3) Nie uczcie się non stop. Mózg się zbuntuje i nawet jeśli się zmusicie do nauki, to za wiele Wam w głowie nie zostanie. Pójdźcie na spacer, obejrzyjcie jakiś film/serial, przeczytajcie kawałek książki. Zróbcie sobie wolne MINIMUM raz dziennie, bo zwariujecie, a tego nikt nie chce i żaden tytuł naukowy nie jest tego warty ;)

4) Poza zaplanowanymi przerwami stosujcie zasadę- jak jem, to się nie uczę ;D Zawsze zyskacie dodatkowe 15-30 minut czasu, który możecie wykorzystać na obejrzenie odcinka sitcomu, przesłuchanie kilku piosenek itp.

5) Jeżeli jakiś czas przed obroną złapie Was taki stres, że będzie wam się aż chciało płakać, to płaczcie. Muszę być szczera- 2 dni przed obroną miałam poczucie takiej bezradności i takiej pustki w głowie, że miałam moment załamania i ryczałam jak bóbr. Nie znam się na psychologii, jednak myślę, że to naturalna reakcja i nie ma co się bronić przed tym rękami i nogami.

6) Wbijcie sobie do głowy, że komisja nie jest wrogiem. Skoro już Wam się udało napisać pracę, promotor ją zatwierdził, to nikt nie będzie Wam rzucał kłód pod nogi. Pamiętajcie, że to jak Wy wypadniecie, świadczy też o promotorze. Przecież on nie chce, żeby jego student dostał niską ocenę lub, co gorsza, się nie obronił...

7) Nie piszcie za dużo tekstu na slajdach prezentacji. Wypunktujcie naprawdę najważniejsze rzeczy, do których dopowiecie trochę z głowy. Sami chyba wiecie, jak bardzo irytujące są prezentacje osób, które nie dość, że nawalą tekstu na slajdach, to potem je czytają...

8) Najlepszym tłem prezentacji, jest czyste, białe tło. Pamiętajcie, że nie wiecie w jakich warunkach będziecie ją wyświetlać, a czarne litery na białym tle będą zawsze widoczne.

9) Nie uczcie się prezentacji na pamięć. Chodzi mi tu o napisanie sobie co się chce powiedzieć i wyuczenie tego słowo w słowo. Owszem, macie wtedy pewność, że się wyrobicie w czasie, ale nie daj Boże zapomnicie  ze stresu jakiegoś kawałka prezentacji i może być kiepsko...

10) Po wejściu do sali, w której będziecie się bronić, nie podawajcie ręki osobom z komisji na powitanie. Oni są starsi i wyżsi stopniem naukowym, więc jeśli będą chcieli się przywitać podaniem ręki, to to zrobią. A niektóre osoby są bardzo wyczulone, jeśli chodzi o savoir vivre.

11) Zabierzcie ze sobą do sali butelkę wody, z której będziecie mogli pociągnąć łyka po przedstawieniu prezentacji. To niby tylko ok. 15 minut mówienia, jednak w ustach robi się pustynia...


     To by były najważniejsze moje rady i sposoby na poradzenie sobie z pisaniem pracy i jej obroną. Pamiętajcie, że to są MOJE rady i MOJE sposoby. To co u mnie się sprawdziło, nie koniecznie będzie działać na Was. Każdy z nas jest inny i trzeba brać to pod uwagę. Mam jednak nadzieję, że komuś się przyda to, co napisałam:)

Zgadzacie się z moimi spostrzeżeniami i sposobami? A może macie jakieś swoje patenty, którymi możecie się podzielić z innymi?

niedziela, 21 października 2012

Wstrętne przeziębienie

No i stało się- jestem chora. Co najdziwniejsze, przeziębienie tym razem wyszło u mnie dosłownie z godziny na godzinę- wstałam z lekkim bólem gardła, a skończyło się na kichaniu i prychaniu :( A wszystko przez ojca, który przyniósł zarazki do domu, i co? Sam jakoś przetrwał i nie zachorował, a mama i ja cierpimy... Niezłe jaja ;)

Nie będę Was zanudzać jakimiś fotami czy szczegółowymi opisami. Wspomnę tylko, że czosnek dobry jest na wszystko. No i jest smaczny :D

Przy okazji podeślę Wam 2 linki do piosenek, które mi się zapętliły i słucham ich teraz na replayu ;)


Być może teraz sobie strzelam w kolano, ale cóż, od razu się przyznaję bez bicia, że lubię tę nową płytę Biebera (a i te stare piosenki, do których były teledyski się wkręcają- spytajcie moją eks-współlokatorkę ;). Naprawdę polecam wyzbyć się uprzedzeń i sobie posłuchać ;D


A to jeden z niewielu zespołów, grających typowo klubową muzę, którą nie dość, że jestem w stanie znieść, ale i mi się podoba. Z zastrzeżeniem, że chodzi mi o piosenki, do których mają teledyski ;P Nie rozumiem tylko, jak oni mogą się podobać dziewczynom, z wyjątkiem tego prawie łysego...

Pozdrawiam z ciepłego łóżeczka i życzę Wam zdrowia :D Nie dajcie się zarazkom!

sobota, 20 października 2012

Poszukujemy prawdy: preparaty wzmacniające stawy

Dużo ludzi, których aktywnością fizyczną jest coś więcej, niż przełączenie kanałów pilotem, prędzej czy później nabawi się jakiejś kontuzji. Naderwane ścięgna, zerwane więzadła, zwichnięcia a nawet złamania- rodzajów kontuzji jest wiele. Często się zdarza, że w jednej chwili nic nam nie jest, jednak po treningu zaczynamy odczuwać upierdliwy ból np. kolan, który daje o sobie znać przy każdym następnym treningu. 

Coś takiego przytrafiło się i mnie- ćwiczyłam sobie jak zawsze i w pewnym momencie poczułam ból w kolanie. Trening oczywiście zakończyłam, ból jednak nie ustępował. Ba- zaczęło mnie boleć drugie kolano. To było miesiąc temu (albo i więcej), a ja dalej odczuwam dyskomfort, chociaż powoli zaczynam na nowo wprowadzać wysiłek fizyczny.

Pierwsze co mi przyszło do głowy, to kupienie jakiegoś preparatu na stawy. Wiedziałam, że mój tata cierpi na zwyrodnienie stawów i stwierdziłam, że ten ból może być spowodowany właśnie początkami tej przypadłości- miałam wrażenie, że kość mi trze o kość, no i niemiłosiernie "chrupią". Niby jestem młoda, ale w niektórych przypadkach artroza zaczyna się już w tak młodym wieku. Zaczęłam się jednak zastanawiać, czy takie tabletki w ogóle coś dają? Postanowiłam więc poszperać po internecie, szukając informacji na ten temat.

Przede wszystkim należy wspomnieć, że dla prawidłowej pracy stawów ważne są glukozamina i chondroityna w postaci siarczanów. Zapewniają one "poślizg" i sprawiają, że kości się nie "wycierają". To właśnie one są podstawowymi składnikami wszystkich (lub niemal wszystkich) preparatów na rynku, które mają ochraniać i odbudowywać stawy. Tabletki każda osoba może kupić w aptece, bez recepty. Pytanie tylko- czy one w ogóle działają?

Zarówno glukozamina jak i chondroityna występują naturalnie w stawach człowieka. Naukowcy w swoich badaniach przypatrują się więc, czy te dwa związki, podane w postaci tabletek, wspomagają odbudowę stawów. I cóż im z tych badań wynika? Ano jedno wielkie NIC. I nie chodzi mi tutaj, że te leki nie działają. Chodzi mi o to, że niezależni od siebie naukowcy w niezależnych od siebie badaniach otrzymują zupełnie różne wyniki. U jednych wychodzi na to, że u osób przyjmujących glukozaminę i/lub chondroitynę występuje naprawa stanu chrząstek- pacjenci odczuwają poprawę, stawy mniej ich bolą. W innych badaniach takiej poprawy się nie obserwuje. A w jeszcze innych poprawę zgłaszają pacjenci, którzy otrzymywali placebo (podejrzewam, że wszyscy wiedzą co to jest, ale wyjaśnię- placebo to substancja obojętna dla naszego organizmu, nie powinna u nich nastąpić poprawa).

No więc przyjmować, czy nie? Na to nie ma jednoznacznej odpowiedzi i myślę, że każdy powinien postąpić zgodnie ze swoim sumieniem i własnym przekonaniem(!). Jeżeli uważacie, że warto spróbować, to próbujcie. Jeśli nie przekonują Was tego typu suplementy diety, to nie ma sensu marnować na nie kasy. 

Ja postanowiłam, że spróbuję. Szukam preparatu, który zawiera największą ilość substancji czynnych, przy czym nie zrujnuje mojego portfela (a niektóre z tych leków potrafią być cholernie drogie...). Muszę oczywiście zaznaczyć, że takie tabletki trzeba przyjmować MINIMUM miesiąc, żeby zobaczyć, czy działają.

Kilka artykułów, które opisują badania, bądź są artykułami poglądowymi (czyli opisującymi badania innych autorów, porównującymi je i wyciągającymi z nich wnioski):
  1. http://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736%2800%2903610-2/fulltext
  2. http://adisonline.com/aging/pages/articleviewer.aspx?year=2012&issue=29090&article=00003&type=abstract 
  3. https://www.jstage.jst.go.jp/article/jvms/advpub/0/advpub_12-0241/_article
  4. http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/art.22728/abstract;jsessionid=FE9BCFF35D2065B3F5726AD2E7331CEC.d02t01
Niestety większość artykułów naukowych jest płatna, więc przeciętny człowiek, o ile nie chce płacić ok. $ 20-30 za artykuł, bądź dzień dostępu do artykułów na danej stronie, musi się zadowolić streszczeniami. Plus jest taki, że w streszczeniach zawsze krótko jest opisane badanie i wnioski, jakie z niego wyciągnięto ;)

Dla ciekawych porównanie kolana zdrowego z kolanem osoby chorej na zwyrodnienie stawów (czyli chorobę, w której występuje zmniejszona ilość mazi stawowej i zaburzenia ilościowo-jakościowe w chrząstce):

 
źródło: KLIK
  
Powyżej zdjęcie kolana osoby zdrowej (być może ma jakiś mikrouraz, jednak po tym zdjęciu nie można tego ocenić). Jak widać szpara stawowa (ta ciemna przestrzeń pomiędzy jedną kością, a drugą) jest prawidłowa, kości w tym przypadku nie ocierają się o siebie.


 
Źródło: KLIK

Tutaj natomiast widać, że w prawym kolenie (na tym zdjęciu prawe kolano jest po lewej stronie ;D)szpara stawowa praktycznie nie istnieje. W lewym z kolei (prawa strona zdjęcia) zmiany są mniejsze, jednak i tak przestrzeń ta jest mniejsza niż u zdrowej osoby. Jak więc takiego człowieka może nie boleć kolano?


Czy Wy stosujecie jakieś preparaty wzmacniające stawy? Jak tak, to napiszcie jakie i podzielcie się opinią, czy na Was działają.