czwartek, 18 października 2012

Od dziś w Biedronce + zapytanie

Notka pisana na szybko, więc zdjęcia będą do ... same wiecie gdzie ;) (w sumie zawsze są, bo ja nie umiem robić zdjęć, szczególnie telefonem :D)

Od dziś do bodajże 22 lub 25 października w Biedronce są:
-piłki do fitnessu (26,99 zł)
-maty do ćwiczeń (26,99 zł)
-stabilizatory na: kolana, kostki, nadgarstki i łokcie (lub opaski, jak to napisał producent ;) (9,99 zł)

Maty to mi się wydaje, że bardziej są do jogi, niż do ćwiczeń, które proponują np. Chodakowska i Michaels, bo są takie jakby... plecione? Mam nadzieję, że wiecie, o co mi chodzi.

Ja kupiłam piłkę, bo już dawno o takiej myślałam, a na zestaw z tymi małymi piłeczkami-ciężarkami się nie załapałam, i 2 stabilizatory na kolana, bo mam z nimi problemy, więc wolę ćwiczyć "zabezpieczona".







I pytanie do tych, którzy posiadają już piłki do ćwiczeń- po czym poznać, że mam ją odpowiednio napompowaną? Powinnam się w niej mocno zapadać, czy tylko o tyle o ile?

P.S. Jaką czcionkę najlepiej Wam się czyta?

środa, 17 października 2012

Recenzja: "Opanuj swój metabolizm" Jillian Michaels

Jillian Michaels jest chyba jedną z najbardziej znanych trenerek i propagatorek zdrowego życia na świecie. Bardzo popularne są jej treningi, szczególnie "30 day shred" i "Ripped in 30". Ja sama uwielbiam z nią ćwiczyć, ale to temat na osobną notkę. Dziś chcę Wam przedstawić książkę, którą napisała Jillian, która w Polsce wydana jest pod tytułem "Opanuj swój metabolizm".


Kupiłam tę książkę, sama nie do końca wiedząc, czego mogę się spodziewać. I szczerze powiedziawszy zaskoczyła mnie treść. Przeszło mi przez myśl, że ta książka będzie zawierała mnóstwo przepisów, ale nic bardziej mylnego. Ale może od początku.

Cała pozycja ma 326 stron i jest wydana w miękkiej oprawie. Jeśli ktoś lubi rysunki i zdjęcia, to się rozczaruje, bo tutaj tego nie znajdzie. O czym możemy więc przeczytać w środku:



Generalnie książka złożona jest z 3 części. W pierwszej  możemy przeczytać zarówno o tym, w jaki sposób można doprowadzić do rozregulowania równowagi hormonalnej, jak i poznać główne hormony, od których zależy nasza prawidłowa przemiana materii. Co mi się podoba, to przystępny język, jakim wszystko jest napisane. Ja, jako że mam wykształcenie medyczne, większość rzeczy już wiedziałam, ale kilka nowych faktów się dowiedziałam. Myślę jednak, że nawet osoby, które są tzw. humanistami, nie powinny mieć problemu ze zrozumieniem. Podoba mi się również, że Jillian podkreśla rolę hormonów w prawidłowym metabolizmie- wystarczy jeden z nich rozregulować, a całe reszta wali się jak domek z kart, bo tak właśnie działają hormony.

Druga część przedstawia 3 kroki, do osiągnięcia równowagi hormonalnej:

Krok 1- Usuwaj




Krok 2- Włączaj

Krok 3- Równoważ
Generalnie zawarte tu są opisy składników i substancji, które należy zacząć spożywać lub unikać, aby przywrócić ład i porządek w naszych organizmach. Autorka podkreśla również wpływ chemicznych środków ochrony roślin na zdrowie człowieka.

Trzecia część natomiast to porady, jak wyeliminować szkodliwe substancje ze swojego otoczenia, 2 tygodniowy jadłospis, opisy najczęściej występujących chorób, związanych z hormonami oraz lista zakupów, które będziemy musieli zdobić przez te 2 tygodnie.


Lista zakupów

Ważne rzeczy lub ciekawostki (czasami przerażające) wyróżnione są za pomocą tabelek

Tak, w USA frytki liczone są jako warzywo... Straszne, prawda?


 Jest jedna rzecz, która mi się w tej książce bardzo nie podoba:

Tabelka kalorii

To jest tabelka, którą Jillian umieściła jako przewodnik, ile powinno się jeść kalorii. Dlaczego mi się ona nie podoba? Ponieważ to nie jest tak, że skoro ja jestem mała i nie chcę chudnąć to mogę sobie wybrać, ile będę jeść kalorii (ale może o kaloriach napiszę w innym poście). Poza tym te zakresy kalorii są, moim zdaniem, za niskie.

Jest jeszcze kwestia przepisów. Wg mnie są one ciekawe, czasami bardzo egzotyczne, mogłabym rzec. Jednak wcale nie takie trudne do wykonania. Co może być przeszkodą w ich wykonaniu to to, że niektóre składniki mogą być trudne do zdobycia, jeśli się mieszka w małej miejscowości. Również ceny niektórych z tych produktów mogą straszyć. Tak więc jeśli chodzi o jadłospisy, to podchodziłabym do nich z lekką rezerwą i z rozwagą. Być może sami wymyślicie (ze składników, wymienionych w książce) coś lepszego i bardziej na polską kieszeń.

Co ja myślę całościowo o tej książce?

Mimo, że książkę można zaliczyć do rodzaju "naukowych", czyta się ją naprawdę przyjemnie i szybko. Przystępny język sprawia, że człowiek nawet nie zauważa, kiedy skończył czytać. Generalnie, jak już pisałam, spodziewałam się bardziej czegoś, w stylu książki kucharskiej, jednak mile się zaskoczyłam. Zawsze wiedziałam, że hormony są ważne (i jakże "niedoceniane"), jednak można powiedzieć, że dopiero po przeczytaniu tej książki uświadomiłam sobie, jak bardzo. Dział, w którym są te 3 kroki do uregulowania gospodarki hormonalnej, mogę jednak uznać po prostu za zbiór zasad zdrowego żywienia, co nie jest złe, ale dla osób, które wiedzą już na ten temat wszystko, może on być rozczarowujący. Poza tym Jillian ciągle wspomina w tej książce o tym, żeby kupować ekologiczną żywność- nie wiem jak to jest w USA, ale w Polsce takie jedzenie jest bardzo drogie. Szczególnie kurczaki, które autorka uważa za podstawowy składnik, który należy kupować eko. Z tym, że ekologiczny kurczak w Pl kosztuje ok. 30 zł/kg...

Podsumowując

Jeśli pominąć kwestię kalorii, to myślę, że książkę warto przeczytać, a nawet mieć w swojej kolekcji. Na pewno dowiecie się z niej wielu ciekawych rzeczy, a być może uświadomi Wam (tak jak mi), jak ważne są dla naszego zdrowia hormony

Dostępność: Empik, Merlin.pl, dobrze zaopatrzone księgarnie
Cena: 29,90 zł


A Wy słyszałyście o tej książce? A może ją czytałyście? Co o niej sądzicie?

niedziela, 14 października 2012

Cała prawda o: Hortex, Vitaminka & super fruits

W środę moja mama wróciła z pracy cała zadowolona. Już w drzwiach oznajmiła mi dumnie, że kupiła sok marchewkowy z marakują i mango. Ucieszyłam się, bo przecież uwielbiam soki marchewkowe. Od razu poszłam do kuchni, nalać sobie szklankę. Rzeczywiście, sok przepyszny. Potem jednak odezwało się moje "zboczenie" i spojrzałam na skład (swoją drogą zaczęłam to robić, odkąd zaczęłam namiętnie oglądać "Wiem co jem"...). Co się okazało?



Wspaniałe obietnice producenta...


Otóż sok, który w założeniu jest zdrowy, wcale taki zdrowy nie jest. Nie da się ukryć, że się wkurzyłam. Oto skład tego soku:


Niektórzy mogą się zastanowić, co w nim takiego złego. Więc policzmy- sok marchwiowy 18%, jabłkowy 15%, mango 9% i marakuja 2%, razem 44% soków i przecierów. A reszta? Pozostałe 56% stanowi woda, cukier i dodatki. I to cukier w dwóch postaciach, zapisany jako cukier i syrop glukozowo-fruktozowy. Generalnie to jedno i to samo- świństwo, które ma zapewnić słodki smak. Ja się pytam- po co on tutaj?! Chyba po to, żeby zniszczyć coś, co powinno być dobre dla naszego zdrowia. Toć już nawet Pycholandia z Biedronki jest lepszym wyborem, bo ma więcej soku w soku!(sprawdziłam)

Skąd aż takie moje oburzenie? NIENAWIDZĘ, jak producenci do czegoś, co powinno być zdrowym jedzeniem/piciem, dodają zbędnych substancji. Ja wiem, co się z czym je, ale np. matka, która chce zrobić coś dobrego dla własnego dziecka, nieświadoma jest "zagrożenia". Nie powiem, że ja nie jadam świństw, bo jadam- uwielbiam czipsy, paluszki, krakersy, batoniki i inne słodycze, ale sięgając po nie wiem, że sięgam po coś złego. A tutaj, gdyby nie to, że przeczytałam skład, to żyłabym w przekonaniu, że piję coś bardzo zdrowego, co w gruncie rzeczy aż tak zdrowe nie jest...

A przecież da się wyprodukować sok, bez dodawania cukru. Ten sam producent jakoś potrafił stworzyć sok bez dodatku cukru i wody- znalazłam dziś butelkę po Vitamince jabłko, marchew, gruszka, w którym 100% to były soki. Da się? Da się.

Vitaminka 100% soków


Cóż, nie pozostaje więc nic innego, niż bycie sceptycznie nastawionym co wszystkiego, co obiecują nam producenci i czytanie etykiet, chociaż przez to zakupy znacznie się wydłużają...


A Wy czytacie etykiety? Nacięliście się kiedyś, wierząc producentom?